Pewnego razu, podczas pobytu w porcie w Oslo celem uzupełnienia zapasu mięsa na kebaby i taśmy klejącej do cerowania masztów ludziom kapitana Krakobrodego udało się przechwycić ważną informację. Otóż w następnym miesiącu do Polski miał wyruszyć ze Szwecji transport produkowanych tam patelni. Jako, że Kapitan uznawał, że każda patelnia może być potencjalnie poszukiwaną przez nich mityczną Patelnią Przeznaczenia, postanowił nie marnować okazji. Poza tym, nawet jeśli jej tam nie było, patelnie były wartościowym towarem na czarnym rynku...
Padł rozkaz natychmiastowego wyjścia w morze. Kuk Kozak głośno protestował i zapewne wymachiwałby przy tym rękami, gdyby takowe posiadał.
- Jak to, panie kapitanie? Dopiero kilka beczek mięsa zdążyliśmy załadować. A i innych produktów zaczyna brakować? Co będziemy jedli?
- Nie ma czasu na pierdoły - warknął kapitan. - Jeśli będzie trzeba będziesz robił kebaby z ryb
- Ale jak to z ryb, panie Kapitanie. Jak to tak... - Kozak był w szoku. Aż mu się podeszwa zaczęła odklejać z przejęcia
- Obchodzi mnie to tyle co brak nowej linii na końcu kodu. Wykonać!
Rozkazowi Kapitana wkrótce stało się zadość i jeszcze tego samego dnia Morska Małpa ruszyła w morze pod pełnymi żaglami. Jak się okazało nie tylko nie załadowano wystarczającej ilości mięsa, ale też zapomniano o taśmie klejącej. Tutaj problem był poważniejszy zwłaszcza, że główny żagiel naprawdę wymagał renowacji. Trudno jednak, niełatwe czasy wymagają niebanalnych rozwiązań...
Był to szczególnie trudny okres dla majtka, który miał więcej roboty niż zwykle. Poza zwyczajnymi zajęciami jak szorowanie pokładu i bycie uniwersalnym popychadłem dla wszystkich, Karol musiał także każdą wolną chwilę poświęcać na łowienie i oprawianie ryb. Mięso dostarczał później Kozakowi. Papug zaś, będąc bądź co bądź istotą obytą w świecie, instruował go jak z rybich ości robić igły a z wnętrzności kręcić prowizoryczne nici, którymi można by zaszywać dziury w maszcie.
Kozak przez wiele dni sarkał pod nosem, że z ryb się nie da robić kebabów. Kapitan Krakobrody usłyszał to kiedyś i zagroził mu przeciągnięciem pod kilem jeśli się nie uspokoi. Kuk wiedział, że wilgoć i zasolenie będą miały katastrofalny wpływ na jego podeszwę więc postanowił ugryźć się w język i jednak znaleźć jakieś rozwiązanie. Długo eksperymentował dodając do ryb nieco czerwonego mięsa, przypraw oraz innych sobie tylko znanych specyfików. Ktoś z marynarzy zapytał go nieraz co to za cuda trzyma za cholewą a później do jedzenia dosypuje. Kozak nic nie odpowiedział, tylko burknął coś pod nosem. Brzmiało mniej więcej jak "gdybyś wiedział to byś nie zjadł..."
Po upływie około tygodnia wszystko zaczęło wracać do normy. Rybne kebaby były coraz bardziej udane, choć Kozak narzekał, że musi w nie wkładać strasznie dużo roboty i żądał kategorycznie by przy następnej wizycie w porcie nie tylko zaopatrzyć się w zapas mięsa co także dostarczyć mu pastę do butów, co by mu ten trud wynagrodzić. Majtek doszedł do wprawy przy czynnościach, które początkowo wydawały mu się barbarzyńskie. Pozszywane żagle trzymały się całkiem zacnie. Karol doszedł nawet do takiej wprawy, że umiał również wykorzystać pokrytą łuskami skórę większych ryb. Na początku łatał nimi jedynie większe dziury w żaglach. Później, gdy napraw było nieco mniej, zaczął także szyć z nich wodoodporne rękawiczki i futerały na telefony komórkowe.
c. d. b. m. n.
(ciąg dalszy być może nastąpi)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz